Trzy lata do Euro 2012 - co na to Ukraina?

Menosan For Sale Requip No Prescription Buy Remeron No Prescription Buy Online Isordil Buy Tenormin Online Hyzaar For Sale Rhinocort No Prescription Buy Kamagra No Prescription Buy Online Arava Buy Plan B Online Brite For Sale Anatrim No Prescription Buy Isordil No Prescription Buy Online Mentat Buy Relafen Online Avandia For Sale Differin No Prescription Buy Zanaflex No Prescription Buy Online 36 Beauty Buy Mexitil Online Grifulvin For Sale Clarina No Prescription Buy Wellbutrin No Prescription Buy Online Actoplus Met Buy Arimidex Online

- Euro zorganizujemy w czterech miastach: Kijowie, Doniecku, Dniepropietrowsku i Charkowie lub we Lwowie. Nie rozumiemy, dlaczego w Polsce tak nas krytykujecie. Zdążymy - przekonują Ukraińcy. 12 albo 13 maja UEFA wyznaczy miasta na Euro 2012. - Tu będzie trybuna dla VIP-ów, za tydzień zaczynamy prace związane z wymianą nawierzchni. Na pożegnanie starej rozegramy mecz dziennikarzy z robotnikami. Do 2011 r. stadion na 69 tys. widzów będzie gotowy - mówi z poważną miną Leonid Cikwiczuk, szef rozbudowy stadionu olimpijskiego w Kijowie.

Dziennikarzom z Polski, którzy pod koniec kwietnia byli w stolicy Ukrainy, wręcza plik dokumentów z rozpiską harmonogramu prac. - Każdego dnia na stadionie i w jego okolicach pracuje 1,5 tys. ludzi, 200 dźwigów, koparek, samochodów wywożących gruz i innego ciężkiego sprzętu - opowiada. W ochronnych kaskach chodzimy po budowie. Prace są znacznie bardziej zaawansowane niż w Warszawie, nie mówiąc o Gdańsku i Wrocławiu. Dookoła są górne pierścienie trybun, bo w pamiętającym lata 20. ubiegłego wieku obiekcie, część trybun zostaje, ale będzie poddana gruntownej renowacji. Koszt całości to 318 mln euro z państwowego budżetu, czyli więcej niż budowa stadionu w Warszawie (prawie 300 mln). Pytani, czemu tak drogo, Ukraińcy puszczają oko, że u nich to normalka. - Przy takim przetargu… wszyscy muszą zarobić - wzdychają.

W Kijowie długo był problem z centrum handlowym przed stadionem, na które nie zgadzała się UEFA, bo było za blisko. To już nieaktualne, zostało rozebrane. Stadion leży w samym centrum miasta, przy dawnej ulicy Czerwonoarmijskiej. Obok są dwie stacje metra różnych linii. Wszyscy, którzy spodziewają się, że Kijów to postkomunistyczny szary moloch, przeżyją szok. Wszędzie pełno restauracji, klubów, jest zielono, piwo kosztuje 3 zł, na każdym rogu bankomat, po ulicach jeżdżą lexusy i mercedesy. Piękne dziewczyny uśmiechają się do przyjezdnych. Kijów zrobi piorunujące wrażenie na kibicach Euro.

Ukraińcy nie będą robić przetargu na nazwę stadionu. Zostawiają nazwę “Olimpijski”, zostawią też lekkoatletyczną bieżnię, ale widoczność z trybun ma być dobra, bo są bliżej niż na naszym Śląskim, a ich nachylenie jest większe. - U nas stawia się pomniki w jeden dzień, to stadionu w dwa lata nie zbudujemy? - śmieje się Aleksander Bielenki z ukraińskich “Izwiestii”.

Po wizycie na budowie spotykamy się z Hryhorijem Surkisem, lokalnym oligarchą, szefem ukraińskiej federacji piłkarskiej i członkiem komitetu wykonawczego UEFA. To on w 2007 r. załatwił Polsce i Ukrainie organizację Euro, lobbując wśród oficjeli UEFA. Jego pozycja na Ukrainie jest bardzo silna, liczą się z nim wszystkie siły polityczne, wiedzą, że może pociągać za sznurki w UEFA i szeptać do ucha Michela Platiniego. - Listkiewicz, Lato czy wasz minister Drzewiecki nigdy nie mieli nawet 5 proc. takich wpływów, jakie ma Surkis - mówią ukraińscy dziennikarze. Surkis nie tyle rozmawia, ile przemawia, ubrany od butów aż po szyję w błękit z najdroższych butików.

150 metrów od nas lśni gigantyczna siedziba ukraińskiej federacji zbudowana za 14 mln dol. (podobno połowę Surkis wyciągnął od UEFA). Siedziba PZPN na Miodowej to przy tym kawalerka. - Jest mi przykro, że u was podważa się równy podział miast gospodarzy między Polskę i Ukrainę. Jedynym rozwiązaniem, które ma sens, jest podział 4+4. Nie rozumiem, dlaczego polscy politycy tak mocno dyskutują o odebraniu Ukrainie stadionów, skoro my je mamy, a wy jeszcze nie. Musimy grać w jednej drużynie. Gdyby zadzwonił do mnie Platini i zaproponował, żeby u nas było pięć miast, a u was trzy, nie zgodziłbym się. W Polsce powinno być podobne myślenie - stwierdził Surkis.

Tak uważają na Ukrainie wszyscy. Na spotkaniu w polskiej ambasadzie naskoczyli na nas miejscowi dziennikarze. - Dlaczego piszecie, że u nas Euro może być tylko na dwóch stadionach? Wasi politycy nigdy tu nie byli, nie wiedzą, jak to wygląda od naszej strony - mówił z ogniem w oczach Wiktor Andrusiw z Centrum Informacyjnego Euro 2012. - U nas też dużo pisze się o Euro, ale nie ma takiego krytykowania drugiej strony. U nas nikt nie mówi, że Polska nie zdąży, choć wiemy, że wy też macie problemy - dodaje Andrusiw.

Ukraińcy twierdzą, że UEFA na posiedzeniu Komitetu Wykonawczego 13 maja w Bukareszcie wybierze cztery miasta. Kijów to pewniak, tam będzie finał. - Pozostałe trzy to: Dniepropietrowsk, gdzie stadion jest już gotowy, Donieck i Charków - mówi “Gazecie” Andriej Kapustin, szef Społecznego Komitetu Kontroli nad Euro 2012. - Zdecyduje wsparcie finansowe oligarchów. Odessa i Lwów go nie mają, tam inwestycje robią miasta i rząd, więc idą wolno. To piękne miasta, z ambitnymi planami, ale nie mają siły przebicia pozostałych - dodaje Kapustin.

W Dniepropietrowsku stadion i hotele buduje Ihor Kołomyjski, właściciel PrivatBanku i klubu Dnipro, w Doniecku stadion stawia, najbogatszy Ukrainiec Rinat Achmetow, właściciel Szachtara. Obiekt Donbas Arena na 50 tys. widzów będzie gotowy już latem 2009 r. Achmetow remontuje też lotnisko. W Charkowie stadion buduje Aleksander Jarosławski, współwłaściciel UkrSibbanku i holdingu DCH, prezes Metalista Charków. Niedawno wyłożył dodatkowe 200 mln euro na inwestycje.

Ukraińcy w przeciwieństwie do nas mają ośrodki treningowe na światowym poziomie - Koncza Zaspa pod Kijowem, gdzie do meczów przygotowuje się Dynamo Kijów, czy ośrodek w Szachtara w Doniecku to bazy, jakich nie powstydziłyby się Barcelona czy Bayern Monachium. W Polsce nawet osławiony ośrodek Amiki Wronki, gdzie do spotkań szykuje się kadra Leo Beenhakkera… nie spełnia wymogów UEFA.

- Ukraina w kontekście Euro ma po prostu zły PR. Kiedy sekretarz UEFA David Taylor wizytował Charków, w planie nie było spotkania z dziennikarzami. Spodziewał się bowiem zastać ruinę, a okazało się, że sam poprosił o spotkanie z mediami i piał z zachwytu nad tym, co zobaczył - opowiada Wołodymyr Sydorenko z Agencji Informacyjnej Unian.

Z trójki dziennikarzy, z którymi rozmawiałem, nikt nie wierzy, że do Euro zostanie wybrana Odessa. Jedna osoba wskazała na Lwów, bo jest blisko Polski. Koncentracja mistrzostw głównie na wschodzie Ukrainy miałaby się nie podobać UEFA.

Nie ze wszystkim jest oczywiście tak różowo. Ukraińcy, podobnie jak Polacy, nie wierzą, że na Euro 2012 będą mieli porządne drogi, a ich stan - choć trudno w to uwierzyć - jest gorszy niż u nas. - Kilometr nowej drogi kosztuje milion dolarów. Nie ma mowy, by były na to pieniądze. Kibice z Europy nie przyjadą do nas samochodami czy koleją. To mrzonka, wszyscy przylecą samolotami - mówi Andriej Kapustin.

Lotniska nie są i jeszcze długo nie będą w stanie przyjąć takich tłumów. Urząd dzielnicy szewczenkowskiej (śródmieście) wyliczył, że na Euro Kijów odwiedzi 250 tys. ludzi! Teraz maksymalna przepustowość lotniska Boryspil wynosi ledwie 3,6 tys. osób na godzinę. Do 2012 r. musi być co najmniej trzy razy większa. Potrzebna jest rozbudowa. Na lotnisku, które z zewnątrz przypomina raczej dworzec kolejowy, a od środka nasze stare Okęcie, na razie nic się jednak nie dzieje. Prace mają ruszyć, ale nie wiadomo kiedy. Terminal krajowy, z którego kibice mogliby polecieć do Doniecka czy Charkowa, jest w jeszcze gorszym stanie - to klitka, na widok której przyjezdni z Niemiec czy Francji mogliby dostać zawału. Trzeba ją zburzyć i postawić nowoczesny terminal.

Gigantycznym problemem w Kijowie będzie też przewiezienie kibiców z lotniska do oddalonego o 30 km centrum. Nie ma metra, a nawet kolejki. Położenie torów jest w planach, ale dziennikarze pytani, czy to realne, robili kwaśne miny. Mało realne jest też wyremontowanie przez trzy lata drugiego lotniska Żuliany. Zanosi się na to, że tysiące kibiców trzeba będzie dowozić na drugą stronę Dniepru autobusami. Z lotniskami i transportem podobnie, a nawet gorzej jest w innych miastach.

Kolejna bolączka to hotele. Kijów jest wyjątkiem - oficjele UEFA i sponsorzy mogą już dziś zamieszkać w ekskluzywnym Hyatcie z widokiem na pomnik Bohdana Chmielnickiego, gdzie doba kosztuje 400 euro (prawie trzy razy więcej niż w warszawskim) i Premier Palace (doba 330 euro). Lada dzień otwarty zostanie kolejny pięciogwiazdkowy - Intercontinental, a do 2012 r. dwa kolejne. Gorzej jest z tańszymi hotelami dla kibiców - my spaliśmy w Kijowie w komunalnym hotelu miejskim, któremu na zachodzie Europy nikt nie dałby nawet dwóch gwiazdek. - Do 2012 r. będą u nas w sumie 123 hotele - uspokajał Mikołaj Grycyk, naczelnik kijowskiego wydziału turystyczno-hotelowego. Sęk w tym, że gdy Grycyk pokazywał plany, to w rubrykach “2009″ i “2010″ miał wpisane po trzy-cztery nowe hotele, reszta inwestycji ma być oddana na ostatnią chwilę - w 2011 i 2012 r. Mało kto wierzy, że będą na czas.

W Dniepropietrowsku, Charkowie i Doniecku braki hotelowe są dużo poważniejsze. W tym ostatnim mieście jest na razie tylko jeden pięciogwiazdkowy. Właścicielem jest oczywiście Achmetow. - Hotele, drogi i lotniska to największy problem Ukrainy. Władze przespały pierwsze dwa lata, ale na szczęście teraz zaczynają sobie uświadamiać skalę wyzwań - mówi Andriej Kapustin ze społecznego komitetu Euro. - Uratuje nas to, że inwestycje na Euro nie są zagrożone kryzysem. Wszystko, co zaplanowane, ma priorytet, na inne rzeczy może nie starczyć pieniędzy, na Euro wystarczy - kończy Kapustin.

- Mamy problemy, wy też je macie. Chcielibyśmy jednak, żeby Polacy i Ukraińcy nie krytykowali się nawzajem, tylko działali razem. Powinniśmy mieć więcej wiedzy o naszych przygotowaniach do Euro. Powinna być spójna polityka informacyjna - mówił na spotkaniu z nami Serhij Wasiliew, rzecznik ukraińskiej federacji piłkarskiej. Według jego wyliczeń w Polsce i na Ukrainie co miesiąc pojawia się w mediach ok. 1000 nowych informacji o Euro 2012. Dwie trzecie jest nieprawdziwych. W czerwcu na zaproszenie naszej spółki PL2012 do Polski mają przyjechać ukraińscy dziennikarze.

Źródło: “GW”


Zobacz też wpisy o podobnej tematyce:

Zostaw komentarz!